Oto wreszcie mamy wyczekiwane narodowe święto: pojawiła się okazja, by pryncypialnie zrugać Kaczyńskiego. Jak Polska długa i szeroka, zastępy ekspertów od stosunków polsko-ukraińskich pouczają, jak należy postępować, by Ukraina wypięła się na Rosję i rzuciła w objęcia Zachodu.
Mało który z onych ekspertów przy tym zauważa, że dotychczasowa polityka zagłaskiwania Ukrainy wydaje się nie przynosić zamierzonych efektów. Krajem tym rządzi ekipa sukcesywnie zacieśniająca relacje z Moskwą, po Pomarańczowej Rewolucji pozostało tylko wspomnienie, a Flota Czarnomorska nie zostanie wycofana w dającej się przewidzieć przyszłości. Na dodatek zdradziliśmy ofiary ludobójstwa na Wołyniu, pozwoliliśmy na zastraszanie świadków tamtych wydarzeń i na odrodzenie kultu Bandery i UPA, a jakby tych historycznych porażek było mało, daliśmy się wmanewrować w radziecko-ukraiński trick zmuszający nas do podpisania nowej umowy gazowej z najwyższą stawką w całej UE. Ale polska "debata publiczna" ma to do siebie, że zadowala się cierpliwym klepaniem dobrze znanych mantr, a rozważania, czy np. do polityki marchewki dla Ukrainy nie dołożyć czasami kija, zbywa wyniosłym milczeniem.
Równie urocze jest oburzenie, z jakim wielu komentatorów zauważa, że Kaczyński działa w interesie swojej partii, a nie kraju. Czy wy się wczoraj urodziliście??? Toć każdy polityk działa w interesie swoim i partii; wzniesienie się ponad to jest wyjątkiem, a nie regułą. Od nas - wyborców, i od nich - dziennikarzy zależy, czy interes partii będzie zbieżny z naszym interesem. Tak się akurat dziwnie składa, że gdy społeczeństwo jest podzielone, to szansa na tę zbieżność maleje. Tymczasem wśród krytyków Kaczyńskiego mnóstwo jest takich, którzy przykładali rękę do rozpętywania idiotycznej histerii w 2005 i dwóch kolejnych latach, a potem jeszcze utrwalili podziały haniebną narracją posmoleńską. Są i tacy, którzy dzięki tym podziałom rządzą już drugą kadencję, mimo że śmiało mogą pretendować do tytułu króla Midasa na opak. Dziś wzywają do jedności i dbania o rzeczy najważniejsze dla kraju: o niczym niezmącone igrzyska.
Że Kaczyński też zyskuje na podziałach? Owszem. Ale jeśli tak bardzo chcecie, żeby polska racja stanu wzięła górę nad wewnętrznymi rozgrywkami politycznymi, to pokażcie najpierw, co robiliście, aby te podziały zakopać. Czy potępialiście tych, którzy na trupie Barbary Blidy robią karierę polityczną? Naciskaliście na rząd, aby rzetelnie zbadał katastrofę smoleńską? Piętnowaliście nierówne traktowanie obu głównych partii w mediach? Oburzaliście się, gdy sugerowano, że PiS chce zniszczyć demokrację?
Nie? To czemu nagle się dziwicie, że polityczne i społeczne podziały uniemożliwiają naszym reprezentantom mówienie jednym głosem?



W sumie jego dzisiejsze wyjaśnienie w s24 uważam za dość sensowne. Wczoraj zostawiłem u Jankego komentarz w tym duchu, chociaż pomysł Kaczyńskiego mnie zaskoczył i pozostawił mieszane uczucia.
Do notki mam jedno zastrzeżenie. Mieszanie nacjonalizmu i dryfu w stronę Rosji. Tak się składa, że te rzeczy są tam w opozycji. Z Ukrainą jest poważny problem. Co gorsze: dżuma czy cholera? Niestety Juszczenko romansował z banderowcami, a Janukowicz to prawie rosyjski namiestnik. Mimo wszystko za lepszą dla Polski (wcale niekoniecznie dla Ukraińców!) uważam nacjonalistyczną i antyrosyjską niż republikę radziecką bis. Do prawdziwej demokracji jednak droga daleeeeeeka.
Pozdrawiam