Po opublikowaniu stenogramów IES, rzucających nowe światło na przebieg katastrofy w Smoleńsku, warto wrócić do materiałów archiwalnych i zestawić je z obecnym stanem wiedzy. Postanowiłem zebrać w jednym miejscu wypowiedzi naocznych świadków, co oprócz waloru porządkującego może pomóc stworzyć pełniejszy obraz przebiegu katastrofy. Jeśli wystąpią niejasności lub sprzeczności między poszczególnymi świadectwami albo między nimi a wersją oficjalną, należy oczekiwać i domagać się, aby prokuratura:
- przesłuchała świadków i rozwiała wątpliwości,
- jeśli nie da się w żaden sposób dotrzeć do świadka i zachodzi podejrzenie mataczenia (podstawiony "świadek"), podjęła dodatkowe śledztwo w sprawie celowego utrudniania dochodzenia i śledztwa smoleńskiego,
- poinformowała opinię publiczną, jeśli stwierdzi, że raport komisji Millera nie zgadza się w którymkolwiek punkcie z wiarygodnymi zeznaniami świadków.
Najgorzej byłoby, gdyby te zeznania zostały zignorowane i bez rozwiania wątpliwości żyły sobie obok oficjalnych ustaleń. Stanowiłyby wtedy pożywkę dla niekończących się teorii spiskowych, a przecież nie o to chodzi, prawda?
Pominę tu doniesienia dawno temu uznane za nieprawdziwe, jak te o wielokrotnym podchodzeniu do lądowania czy o godzinie katastrofy - choć oczekuję, że prokuratura wyjaśni, w jaki sposób doszło do tych "pomyłek" i czy nie były one celowe.
Zacznę od wrzutki podanej przez Polskie Radio blisko miesiąc po katastrofie i od razu podchwyconej przez "Gazetę Wyborczą". Nikołaj Łosiew, emerytowany pilot wojskowy, właściciel pobliskiej działki, był na miejscu w 20 minut po katastrofie. Jak utrzymuje, w rozmowie z Polskiem Radiem, w rozbitej kabinie widział oprócz członków załogi przypiętych pasami do foteli ciało jeszcze jednej osoby. Problem w tym, że według raportu MAK przednia część kadłuba z kabiną załogi jest całkowicie zniszczona, a zgodnie z ustaleniami prokuratury w sektorze 1 prócz ciała gen. Błasika znaleziono szczątki 12 innych osób, ale wśród nich tylko jednego członka załogi (ciała dwóch pilotów i mechanika znaleziono w innych sektorach). Jednak reporter PR Włodzimierz Pac z kimś rozmawiał i usłyszał to, co usłyszał. Kim był ten człowiek i czy został przesłuchany przez prokuraturę?
Seria nagranych zaraz po katastrofie rozmów ze świadkami jest o tyle ciekawa, że choć może potwierdzać wersję o pancernej brzozie, to zderzenie z nią byłoby zaledwie skutkiemj wcześniejszych problemów z samolotem, a nie ich przyczyną. Przypisanie "odgłosu przemieszczających się przedmiotów" do zaobserwowanego ścinania czubków drzew kazałoby ponownie zadać pytanie o poprawność synchronizacji zapisów dokonanej przez komisję Millera (wcześniej takie pytanie zadawał np. Peemka, a w tej ciekawej notce podsumował wątpliwości). Przechył samolotu na lewą stronę miał się zacząć według oficjalnej wersji od kontaktu z brzozą, podczas gdy kilku świadków opisuje odwrotną chronologię.
Dziwny dźwięk wydawany przez samolot mógł pochodzić od ścinanych drzew, ale mógł być też wynikiem jakiegoś defektu. Warto zwrócić uwagę, że piewrsze przekleństwo załogi padło 1,3 sekundy po rozpoczęciu "przemieszczania się przedmiotów". Intuicja podpowiada, że taką reakcję powinien wywołać już pierwszy kontakt z obiektami naziemnymi. Żaden ze świadków opowiadających o dziwnym odgłosie nie wiąże go ze ścinaniem czubków drzew. Eksperci IES także nie wspominają o możliwości interpretacji tego odgłosu jako kontaktu z drzewami.
Wreszcie warto zwrócić uwagę na relacje o mgle. Jeden ze świadków mówi o gęstej mgle i widoczności nie większej niż 50 metrów, ale inny stwierdza, że mgła była tylko w niektórych miejscach i to niewielka. Zresztą dość szczegółowe relacje o ostatnich chwilach lotu samolotu długiego na 48 metrów, o rozpiętości skrzydeł 37,5 metra, poruszającego się z prędkością 75 m/s każą przypuszczać, że widoczność musiała być znacznie lepsza niż owe 50 metrów.
Pierwszy klip wideo (tu i tu z tłumaczeniem angielskim, tu jego kawałek po rosyjsku) składa się z dwóch części. W pierwszej relacjonują dzieciaki - trochę niezbyt spójnie, bo podają sprzeczne informacje o urwaniu skrzydła (raz lewego, raz prawego) po rzekomym uderzeniu w linie energetyczne. Według nich kolejność zdarzeń była taka: najpierw ścinanie drzew, potem przechył na lewą stronę i wreszcie zderzenie z obiektem, który urwał skrzydło. Dzieci widziały też mnóstwo zakrwawionych zwłok, zupełnie inaczej niż operator TVP Sławomir Wiśniewski (co ciekawe, zdaje się że nikt nie sfilmował tych dzieci na miejscu katastrofy). Z kolei spacerowicz z psem, który stał chyba w nieco dalszej odległości od zdarzeń, opowiada o gęstej mgle i bardzo dziwnym dźwięku.
Pracownik warsztatu samochodowego potwierdza informację o nienaturalnym dźwięku wydawanym przez samolot, ale mówi też o nieznacznej tylko mgle i jej całkowitym braku w miejscu katastrofy. W innej rozmowie ten sam człowiek relacjonuje, że samolot miał przechył na lewe skrzydło, zanim uderzył w pancerną brzozę. Widział, jak samolot rozpadł się na kawałki, a najdalej odleciało podwozie. Z gestykulacji można wnioskować, że do rozpadu doszło jeszcze w powietrzu. Świadek zauważa, że nie było żadnego wybuchu, tylko głuchy stuk.
Nieco inaczej słyszał to kolejny mężczyzna, który mówi o potężnym hałasie przypominającym wybuch bomby. Widział też, jak samolot ścinał drzewa. Jednak w kolejnym materiale ten sam świadek jest zestawiony z innym, który twierdzi, że samolot leciał nad drzewami i od razu uderzył w duże drzewo, by zaraz potem (po 50 metrach) spaść na ziemię. Trochę chyba za szybko...
Ostatni materiał zawiera wypowiedzi świadka, pilota wojskowego, ale ciekawszy jest w nim film z miejsca katastrofy i symulacja jej przebiegu wykonana kilka dni po zdarzeniu. Na podstawie analizy ściętych drzew autorzy doszli do wniosku, że samolot zszedł na wysokość 2,5 metra, niszcząc sporo drzew, zanim uderzył w brzozę. Warto w tym kontekście pamiętać o wizualizacji położenia samolotu wykonanej przez Marka Dąbrowskiego. Warto też ponownie zapytać, który dźwięk komisja Millera przyjęła za uderzenie w pancerną brzozę i dlaczego.
Liczę, że prokuratura dołoży starań, by wyjaśnić owe liczne wątpliwości, a także dopyta Rosawiację, jakie błędy konstrukcyjne Tu-154M kazały jej wydać - w wyniku analizy przyczyn wypadków tego modelu w ostatnich latach - zalecenie wycofania go z eksploatacji.
Jeśli ktoś z Czytelników tej notki zna inne świadectwa smoleńskie, bardzo proszę o informację w komentarzach.



Przypuszczam, że do tego zmierzała wersja oficjalna, wcześniej przygotowana:
http://www.youtube.com/watch?v=Us3smWA_Sf0